Już druga w nocy, a mi jeszcze zostało 8 postów do opublikowania, aby dobić do trzydziestki potrzebnych na jutro do zaliczenia zajęć... No ale przecież nie będę trzaskał jakiś głupot, żeby tylko się wyrobić! :) Pomyślę spokojnie nad kolejnymi tematami i coś napiszę. W końcu już nawet odnotowałem pierwsze wpływy z reklam google, więc jest dodatkowa motywacja! :D
Pani Monika na pewno zrozumie. W końcu na te same zajęcia przygotowałem dwie prezentacje i odrobiłem pracę domową!
Si alguien que hable español lo lee...
Quería dar una explicación muy breva porque no podía cumplir todos los deberes para las clases de mañana. Este blog fue hecho para mis clases de las RR.PP. y para cumplirlo, tenia que publicar 30 posts. No pude conseguirlo y esto es casi todo de lo que dice arriba en polaco.
piątek, 16 maja 2008
Na piątkowe zajęcia...
Zwiedzanie Salamanki - Plaza Mayor
Znajduje się w centralnym punkcie miasta. Zegar ratuszowy wyznacza punkt spotkań mieszkańców. Plaza Mayor w Salamance jest uznany za jeden z najładniejszych na świecie.
Plac ten został zbudowany w XVIII wieku przez architekta Alberto Churriguere. Jeszcze około 100 lat temu odbywały się tu walki byków (corrida), które obecnie urządzane są na arenie do tego przeznaczonej (Plaza de Toros).
Medaliony na ścianach i filarach budynków reprezentują ważne osobowości blisko związane z historią miasta (np. Królowie Hiszpanii, Miguel Unamuno, Fray Luis de Leon). Efekt światła i cienia jest spotęgowany, typowymi dla regionu Salamanki, kolorami kamienia Villamayor. Na samym placu znajdują się restauracje, kafejki i sklepy gdzie ludzie mogą odpocząć w przyjemnej atmosferze Salamanki.
Miejsce to jest zawsze pełne ludzi. Odbywają się tu imprezy masowe (takie jak np. coroczna "Nochevieja Universitaria", czyli sylwester studencki - 13 grudnia). Na tym placu rozgrywa się również kluczowa scena filmu "8 części prawdy" ("Vantage Point"). Podobno sam film nie był tu kręcony, a w Meksyku. Na początku tego roku do Salamanki przyjechali występujący w nim aktorzy - Matthew Fox i Forest Whitaker.
Zwiedzanie Salamanki - Casa de las Conchas
Po polsku znaczy tyle co "Dom Muszli". Znajduje się u zbiegu Calle de La Compañia i Rua Mayor, między Plaza Mayor a salamanckimi katedrami. Jej cechą charakterystyczną są muszle umieszczone na fasadzie.
Dzisiaj Casa de las Conchas pełni funkcję miejskiej biblioteki. Jeśli jesteś na erasmusie w Salamance, polecam zapisać się do niej - jest to najlepiej wyposażona biblioteka w Salamance, zaraz obok biblioteki uniwersyteckiej.
Casa de las Conchas została wybudowana jako pałac dla Rodrigo Maldonado - rycerza zakonu św. Jakuba (Santiago). Wybudowana została w stylu gotyckim. Pochodzi z XVI wieku, a symbol muszli nawiązuje do symbolu zakonu. Jest to także nieodzowny element uczestników Camino de Santiago, czyli pielgrzymki do Santiago de Compostella. Jeden ze szlaków przebiega przez Salamankę.
Jedna z legend głosi, że pod jedną z muszli kryje się bardzo wartościowa moneta ze szczerego złota. Nie jest to wykluczone, ponieważ był pewien zwyczaj umieszczania złotych monet w fundamentach budynków, aby przynieść szczęście. Możliwe, że w tym przypadku taka moneta znajduje się w jednej z muszli.
czwartek, 15 maja 2008
CEPAS VIEJAS - Gdzie zabalować w Salamance (cz.3)
Miły, spokojny bar, gdzie można napić się dobrego hiszpańskiego wina i zjeść jedne z najlepszych pinchos w Salamance. Cena standardowa, miła obsługa, i rzadko spotykany w Salamance spokój.

Znajduje się na ulicy Felipe Espino, bardzo blisko Plaza Mayor. Trzeba iść jakieś 2 minuty Rua Mayor i skręcić w lewo. Kieliszek wina kosztuje 2 euro, a do tego do wyboru jest jedno z domowej roboty pinchos, czyli małej przekąski. Serdecznie polecam ozorki (las lenguas), które normalnie kosztują o wiele więcej. Warto też spróbować byczych jąder. Serio! :)
Ponadto są "normalne" pinchos, takie jak ensalada rusa (sałatka warzywna), croquetas, gambas (krewetki), pulpos (ośmiornice), patatas bravas (smażone ziemniaki z sosem), różne rodzaje chorizo (pewnego rodzaju kiełbasy) i oczywiście tortilla, którą osobiście odradzam.
Można też przyjść na zwykłą kolację lub obiad. Dostępne są najbardziej popularne dania Salamanki i Hiszpanii. Menu del dia, czyli zestaw składający się z dania głównego, drugiego dania, deseru i czegoś do picia, kosztuje tutaj 12 euro.
Do picia dostępne są różne gatunki win oraz piwo, które moim zdaniem w Hiszpanii jest jednym z najgorszych jakie piłem. Są tez dostępne napoje bezalkoholowe.
Warto zaprzyjaźnić się z obsługą. Pamiętam, że po jakimś czasie, jak przychodziliśmy tam często, właściciel na odchodne częstował nas różnymi mocniejszymi alkoholami, oczywiście bezpłatnie. :)
Jest to na prawdę bardzo fajne miejsce. Może nie wyróżnia się zbyt szczególnie na tle innych barów i restauracji w Salamance, ale przez to, że Cepas Viejas są małym lokalem, panuje tutaj atmosfera, którą ja osobiście bardzo lubię.
Po wyjściu z lokalu jesteś praktycznie w centrum, czyli idealnym miejscu, aby kontynuować wieczór, a później imprezować do rana!
poniedziałek, 12 maja 2008
Tandemy językowe z ESN UKSW
Już wcześniej pisałem coś o ESN UKSW. Teraz kolejny artykuł, który ukaże się w biuletynie kierowanym do prorektora.
Program „TANDEM – język za język” jest specyficzną formą nauki języków obcych. Jest zupełnie darmowy i pozwala nawiązać międzynarodowe przyjaźnie. Każdy uczestnik ma kontakt a native speakerami wybranego przez siebie języka.
Od początku działalności ESN na UKSW, w naszej organizacji zastanawiamy się w jaki sposób stworzyć, a następnie rozwijać tandemy językowe. Program ten polega na tym, że osoby z różnych krajów spotykają się ze sobą, aby wzajemnie uczyć się swoich języków. Na przykład spotyka się student ERASMUSA z Włoch ze studentem UKSW i razem uczą się 45 minut włoskiego, a następnie kolejne trzy kwadranse polskiego.
Obecnie, jako ESN UKSW jesteśmy w kontakcie z innymi organizacjami, takimi jak Trampolina (organizacja zajmująca się wolontariatem europejskim), ESN PW, oraz ze studentami Collegium Civitas, aby wspólnymi siłami zorganizować najlepsze tandemy językowe w Polsce. Dzięki takiej współpracy jesteśmy w stanie zaangażować większą ilość studentów i wolontariuszy z całej Europy, a co za tym idzie, oferta dostępnych języków będzie najszersza z możliwych.
W każdy poniedziałek chętne osoby spotykają się w jednej z warszawskich kawiarni, aby wspólnie porozmawiać na interesujące nas tematy. Rozmowy odbywają się na przemian w różnych językach dzięki czemu każdy znajduje coś dla siebie. Chcemy jednak zmienić obecną formę naszych spotkań na bardziej sprecyzowaną. Najbardziej odpowiednią metodą nauki wydaje się być dobranie uczestników w pary pod względem preferencji językowych oraz zainteresowań. Takie pary spotykały by się indywidualnie, a mniej więcej raz na tydzień, organizowane by było spotkanie integracyjne wszystkich uczestników.
Podstawową zasadą pracy w tandemie jest wzajemność – język każdego partnera powinien być traktowany na równorzędnych zasadach. Podczas spotkania poświęca się zbliżoną ilość czasu na każdy język. Student powinien też mieć poczucie odpowiedzialności za proces nauczania i mieć świadomość swej autonomii. Partnerzy mogą wiele się od siebie nauczyć, gdy będą spotykać się regularnie. Istotne jest też przekonanie co do skuteczności metody – wtedy nauka przynosi najlepsze efekty. Tandem nie jest metodą atrakcyjną dla każdego, wymaga wiele samodyscypliny i kreatywności. Wbrew pozorom nie wymaga umiejętności nauczycielskich, najważniejsza jest otwartość na partnera i jego potrzeby.
Tandem to nie tylko nauka języka. Cele programu są bardzo szerokie. Jednym z podstawowych jest integracja studentów zagranicznych z miejscowymi. Ważne jest też poznanie odmiennych kultur, co prowadzi do większego zrozumienia między rówieśnikami z innych krajów. Nie bez znaczenia jest również popularyzowanie kultury polskiej oraz rozwój współpracy między organizacjami studenckimi.
Gdy ERASMUS się już skończy.
Jak już chyba pisałem gdzieś wcześniej, zacząłem działać w ESN UKSW. Tworzymy właśnie biuletyn o naszej organizacji. Mamy zamiar zaprezentować się przed Prorektorem UKSW, aby w ten sposób uzyskać dofinansowanie naszej działalności. Dlatego napisałem taki oto krótki tekst o moim erasmusie w Salamance:
Wyjeżdżając na studia do Hiszpanii miałem pewne obawy. Pół roku poza domem, z dala od rodziny i przyjaciół było dla czymś zupełnie wcześniej nieznanym. Nie żałuję mojej decyzji o wyjeździe i jeśli było by to możliwe, jeszcze raz pojechał bym na ERASMUSA. Wspomnienia zostają na całe życie.
Jadąc do Salamanki nie wiedziałem, czego mogę się tam spodziewać. Wcześniej nie mieszkałem tak długo w żadnym innym miejscu poza moim domem. Napawało mnie to pewnym przerażeniem, ale jednocześnie ekscytacją. Z jednej strony nie mogłem się już doczekać wyjazdu, a z drugiej strony żyłem w ciągłym stresie. Całej sprawie smaku dodawał fakt, że na przyjmującej mnie uczelni nie działała żadna organizacja studencka pomagająca zagranicznym studentom. Słyszałem o funkcji mentora, ale na Universidad Pontificia de Salamanca nikt się tym nie zajmował. Szkoda.
Przyjechałem do Salamanki w ostatnich dniach sierpnia, ponieważ we wrześniu miałem uczestniczyć w intensywnym kursie języka hiszpańskiego. Organizacja kursu językowego, oraz funkcjonowanie tamtejszego Biura Współpracy Międzynarodowej przerosło moje oczekiwania. Wszystko odbywało się bardzo szybko, a sama uczelnia była zorganizowana bardzo nowocześnie.
Bardzo szybko się zaaklimatyzowałem. Poznałem ludzi z całego świata, z którymi spędzałem wolny czas oraz podróżowałem po Hiszpanii. Każdego dnia spotykałem się z częścią z nich na kursie językowym, a wieczorami, już większą grupą wzbogaconą o miejscowych studentów i przyjezdnych z Ameryki Południowej, odkrywaliśmy co to jest „la vida salmantina”.
Czas w Salamance mijał bardzo szybko. Po miesiącu postanowiłem przedłużyć mój kurs hiszpańskiego, ponieważ był on bardzo owocny, a przy tym prawie za darmo. Do tego czasu musiałem ustalić program moich studiów. Ponieważ na UKSW studiuję na Wydziale Teologicznym, w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa, wybrałem część przedmiotów teologicznych, a część z Wydziału Komunikowania tamtejszego uniwersytetu. Miałem wybór między godzinami zajęć, więc swój grafik ustalałem tak, abym miał jak najwięcej dni wolnego. Wtedy to wolny czas można przeznaczyć na kilkudniowe wycieczki.
Podczas mojego pobytu w Hiszpanii odwiedziłem pobliską Avila – miasto świętej Teresy, znanej mistyczki, Burgos, znaną z akweduktu Segowię, Madryt, miasta na północy Portugalii i wiele innych.
Czas mijał tak szybko, że nie zdążyłem nawet bardzo zatęsknić za domem. Nim się obejrzałem, już musiałem pakować walizki, aby wrócić do Polski. Teraz bałem się jeszcze bardziej, niż przed wyjazdem do Hiszpanii. Nie wiedziałem jak to będzie z powrotem do poza erasmusowej rzeczywistości. Brat, który miał te doświadczenia już za sobą, uprzedzał mnie, że będę chwilowo w lekkiej depresji spowodowanej tęsknotą za minionymi czasami. Miał rację. Przezwyciężyłem jednak tą tęsknotę poprzez włączenie się w działalność w ESN UKSW. Co prawda dopiero zaczynam, ale już widzę, że jest to w pewnym sensie kontynuacja zdobytych w Salamance doświadczeń.
Wygląda trochę jak reklama, prawda? :)
Do tego dołącze moje zdjęcia, które można obejżeć np. w galeriach po lewej stronie.
niedziela, 4 maja 2008
Czy student wracający na UKSW z erasmusa to pasożyt?
Majówka się już kończy, a przede mną jeszcze do zaliczenia około 3 egzaminy z poprzedniej sesji. Już zaraz zacznie się nowa, a "zaległości" wciąż się za mną wloką. Cudzysłów w poprzednim zdaniu jest jak najbardziej na miejscu.
Już wcześniej o tym pisałem, ale po hiszpańsku. Teraz czas się wyżalić w ojczystym języku. "Zaległości" powstały w wyniku mojego erasmusowania w Salamance. Jak uważa większość wykładowców, a przede wszystkim władze UKSW, student erasmusa się opieprza, a nie studiuje. Dlatego trzeba mu dowalić wszystkie możliwe egzaminy do zaliczenia i to jeszcze nie dać mu możliwości rozłożenia tego w czasie, ale kazać mu zaliczyć wszystko już teraz, szybko... Żeby jeszcze przypadkiem nie zajął się działalnością w ESN UKSW lub pracą! Wszelką kreatywność trzeba zdusić w zarodku!
Jak łatwo się domyśleć, mam to wszystko... en el culo. Zaliczam powoli jeden przedmiot po drugim, kosztem snu. Przy okazji próbuje, wspólnie z innymi, zająć się tandemami językowymi wśród erasmusów na UKSW, PW, Collegium Civitas, oraz wśród wolontariuszy z całej europy, dzięki współpracy z Trampoliną. O pracy już nie wspomnę. :)
Tylko jedno mi nie daje spokoju. Czy by przypadkiem nie pokłócić się z kimś na UKSW, że coś jest tu jednak nie tak. Niby czemu odbyte 60 godzin wykładów i ćwiczeń z pism św. Jana, w grupie 5 osobowej, z wieloma pracami domowymi i kolokwiami w czasie całego semestru, nie odpowiadały nawet 30 godzinom marnie prowadzonych zajęć o tej samej tematyce? Czemu niby student powinien się płaszczyć (ja mam honor i tak nie robiłem), aby jego praca była należycie odnotowana w dokumentach?
Kiedy wreszcie na UKSW system punktów ECTS zacznie spełniać swoje zadanie i stanie się, jak sama nazwa wskazuje, European Credit Transfer System?
To by było na tyle, bo trzeba wrócić do nauki do wyżej wspomnianych egzaminów i do pisania kolejnej pracy.
W sumie tematyka bloga chwilowo się zmieniła na "jak beznadziejną uczelnią jest UKSW", ale jak już wyjdę ze wszystkim na prostą, to postaram się wrócić do pierwotnych założeń. :)
piątek, 2 maja 2008
El puente de Mayo - desventajas de mi ERASMUS
En los primeros días de mayo tenemos en Polonia el puente. Mucha gente viaja y descansa. Casi nadie trabaja... Normalmente yo tengo el tiempo libre y puedo hacer lo que quiero. Pero este año no puedo, porque mi universidad, o mejor dicho algunos profesores, me ponen obstáculos.
Todos dicen que al final de la carrera universitaria, hay que trabajar. Además dicen que mi universidad y mis estudios lo permiten. Por favor, explicámelo... Un estudiante vuelva después de ERASMUS y tiene que cumplir todas las asignaturas que no tuviera en la universidad de destino. Además a veces no le permiten hacerlo en un modo adecuado. Y como en esta situación se puede encontrar el tiempo libre adecuado para trabajar en el mismo momento? Cada martes, por ejemplo, tengo clases desde las 8.00 hasta las 18.15. Sin comentario...
Otra cosa... Uno de los derechos principales de ser ERASMUS es la condición que todas las asignaturas tienen que ser aceptadas en la universidad de origen. Como se ve en mi caso, hay universidades que lo entienden de otra manera.
Los demás pueden decir que no digo la verdad. Que esto es mi punto de vista. Algo subjetivo... Podría ser esto, pero en este caso no lo es. Lo mismo dicen los ERASMUS que sin saber esto fueron a estudiar en mi universidad. La única fortaleza de la UKSW que indican es el hecho que el campus esta situado en el bosque.
Bueno, vuelvo a escribir otros trabajos de mierda. Os dejo de pensar si esta situación es algo normal y por que no...